Hierarchizacja bólu

3614005398_55099f4a8d_o.jpg

Budowa. Przez nią przetoczyło się mnóstwo ludzi. Pracowaliśmy z osobami starej daty, zapatrzonymi w czasy komunistyczne, bo wtedy według nich było wszystko, jak i z młodszymi. Jedni byli typowymi szarymi obywatelami, poruszającymi prozaiczne tematy: seks, pieniądze, zabawa. Trafiali się natomiast tacy, którzy wzbudzali we mnie i w psisku podziw. Do takiej osoby zaliczał się i zalicza nadal Jogi – czterdziestoletni alkoholik.

Uwielbiam z nim rozmawiać. Facet jest strasznie inteligentny i oczytany. Nieraz myślałem sobie: „Kurwa, człowieku, dlaczego ty pracujesz z nami? Co poszło nie tak? Masz taki łeb, że powinieneś zapierdalać na jakimś fajnym stanowisku i mieć zajebistą chatę. I to my powinniśmy u ciebie coś remontować”. No i pewnego razu usłyszeliśmy odpowiedź.

– No bo wiesz Sebastian. Po wojsku, mając z może osiemnaście, a może dziewiętnaście lat poznałem taką jedną – powiedział, po czym skręcił papierosa i wziął bucha. – Fajna była. Wyższa ode mnie. Strasznie mi się to podobało. No ale los chciał, że musiała wyjechać. Ja pomyślałem, że już mnie nie chce. Dopiero po jakimś czasie dowiedziałem się od znajomego, że ona podobnie myślała co do mnie. Trochę za późno do mnie to dotarło, a po kobiecie zostało tylko to – kończy i pokazuje na pustą puszkę piwa.

– No ale zawsze może pan przestać pić – rzuciłem.

– E tam, już się z tym pogodziłem. Jeszcze parę lat i do piachu – uśmiechnął się pokazując tym samym swoją próchnicę.

Kobieta. Nie mogłem zrozumieć, jak można tak stoczyć się przez przeciwną płeć. Nie mieściło mi się to w palę. Do momentu, aż sam tego nie poczułem. No i może „tego kwiata jest pół świata” ale jak to uczucie chwyci za serce, to jest mega ciężkie. Męczyłem się z rozstaniem chyba z rok i sam często sięgałem do kufla. Nie potrafiłem inaczej. Tylko w taki sposób mogłem poczuć się lepiej, chociaż na jakiś krótki czas. Nawet Niemiecki już mnie ochrzaniał.

Hierarchizacja bólu. Człowiek może znieść dużo, ale czasami błaha sprawa (według nas) może go posłać na tamten świat. Albo zabić w nim szczęście do życia. Dobrym przykładem jest nie kto inny, jak sam K-Git. Człowiek, który przesiedział dwadzieścia pięć lat w więzieniu. Grypsował i walczył z klawiszami. Sam nie miał jakiegoś kolorowego życia, przez swój dość ciężki charakter. Czasami opowiadał nam swoje historie. Wtedy tylko łapałem się za głowę i stwierdzałem, że ja bym tak nie mógł. Że to jest po prostu za dużo. Jak on mógł to wytrzymać? Ja w takich sytuacjach pewnie bym się poddał i sam rzucił na sznurek.

No i teraz druga strona medalu… Wracamy z pracy i dyskutujemy. W pewnym momencie K-Git rzuca:

– No a ty myślisz, że czemu ja pije? Przez problemy. Przejmuje się wieloma rzeczami. Mimo, że togo nie widać. Na przykład swoimi dziećmi, które już mówią na mnie „pan”, a nie „tata”. Przez swoją, kurwa, mamusie kochaną….

Tak często widoczny problem w społeczeństwie zadaje mu ból. I mimo tak twardego charakteru, który zniósłby pewnie Holocaust, taka sytuacja w jego rodzinie, gdzieś tam w głębi zadaje mu cierpienie. Może się to wydawać błahe, ale to nie mi ani Niemieckiemu oceniać.

Podobnie i z nami. Szlajamy się po wiosce, trzymamy z „marginesem” społeczeństwa. Moi kumple tego nie rozumieją. Raz jeden powiedział, że dla niego to co się czasami wyrabia to „piekło w czystej postaci”. A dla nas to norma. Zero jakichkolwiek emocji. Dzieje się to się reaguje.

No i odwrotnie. Ja nie wyobrażam sobie, jak można zrobić syf w czyimś związku, aby tylko zamoczyć. A oni podejdą do tego jakby to było coś normalnego. Proste.

Jesteśmy najsilniejszymi i paradoksalnie najsłabszymi istotami na tej ziemi.

– Tak wracając do miłości, nie – odezwał się pies.

– No nawijaj.

– No bo popatrz. Mówi się, że „tego kwiata to pół świata”, „nie przejmuj się znajdzie się druga bądź drugi”. Ludzie podchodzą do tego tak, jakby to nic nie znaczyło, co nie? Rozstanie i tak dalej. Żeby nie przejmować się tym.

– Noooo.

– A w tym waszym pierdolonym radiu non stop, kurwa, słyszę piosenki albo o spełnionej miłości, albo o niespełnionej i jak to jest śpiewającemu źle i w ogóle nie ma sensu aby dalej żyć.

– No i to jest ta hipokryzja.

– Kurwa, a ani razu nie usłyszałem piosenki o raku. Żeby się ktoś nie martwił, bo to kurestwo się wyleczy i będziesz zdrów, a łysina doda ci coś ekstra do seksapilu i każda twoja bądź też twój. Oj ludzie, ludzie…  – skwitował i sięgnął po następne piwo.

Bystrzacha.

 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Hierarchizacja bólu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s