Ośrodek dla niepełnosprawnych dzieci

2276443307_099fd8e789_b.jpg

Strzelisty budynek. Dawniej należał do zakonu, dziś natomiast stanowi jeden z nielicznych ośrodków dla niepełnosprawnych dzieci w Polsce. Dlaczego „nielicznych”? Bo mało jest placówek dla osób z TYM ( kiedyś wspomnę coś więcej ) schorzeniem.

Wraz z Niemieckim i moją znajomą weszliśmy do środka. Na dzień dobry zostaliśmy spisani przez ochroniarza, który to po chwili z wielkim uśmiechem na twarzy pozwolił nam zanurzyć się w tym pięknym miejscu. Kolorowe ściany, mnóstwo korytarzy, a pośrodku budynku majestatyczny ogród. Jak w bajce. Nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji czegoś takiego zwiedzać. W sumie nie ma co się dziwić, jakoś szczególnie nie przepadam za takimi miejscami, lecz tym razem musiałem się poświęcić. W imię nauki. W imię studiów…

Plan był prosty: wejść, wziąć potrzebne przedmioty na zajęcia i uciekać, jak najszybciej. Niestety, nie udało się.

Niebieski, schody, pomarańczowy, schody, zielony, scho… I bum.

– Tam nie! Tam mnie gwałcili! – krzyknęła znajoma.

Nigdy moja twarz nie dostała takiego pocisku informacyjnego, jak w tamtym momencie.

– Że, kurwa, co? – zapytałem w wulgarny sposób. Myślałem, że koleżanka próbuje mnie wkręcić.

– Gwałcili mnie tam. Znajomi. Niedawno wyszli z tego ośrodka – wyjaśniła.

I w ułamek sekundy bajeczne odczucie prysło.

– To nie jest takie kolorowe miejsce. Dużo się tutaj działo. Nawet paru wychowawców wyrzucono za molestowanie uczennic – kontynuowała.

– Mam nadzieję, że skurwysyny siedzą.

– Nie – odparła. – Zostali wyłącznie zwolnieni. Nikt nie zawiadomił odpowiednich służb w tej sprawie, bo reszta obawiała się kontroli i tego, że zamkną ośrodek.

Niemiecki aż warknął. Czegoś takiego to i ja się nie spodziewałem. No ale cóż, ręka rękę myje…

Po krótkiej chwili dźwigałem dwie torby z interesującymi nas rzeczami i ruszyliśmy w stronę wyjścia.

– Stój. Wejdę tylko na świetlicę, przywitać się z nauczycielkami – rzuciła w moją stronę znajoma, uprzednio otwierając drzwi.

Rzeczy uderzył o podłogę. Czułem jedynie zajebisty smutek wymieszany z gniewem. Taki do potęgi entej. Mój cały wzrok skupiony był na dzieciach. Na dzieciach, które ledwo co ruszają rękoma. Na dzieciach, które mają trudności z wymówieniem jakichkolwiek słów. Na dzieciach, których wzrok przez dłuższy czas tkwił w przedmiotach położonych przed nimi.

„Nie no, kurwa, ona na pewno pierdoliła jakieś farmazony o tym wszystkim” – pomyślałem w duchu. Niestety, myliłem się.

Koleżanka postanowiła odwiedzić innych wychowawców, a mnie zostawiła w gabinecie dyrektora placówki. Dość kulturalny i miły facet. Warto wspomnieć, że nie miał nic przeciwko mojemu czteronożnemu kumplowi. Ba! Nawet zrobił po kawie! Rozmawiałem z nim przez godzinę. To wystarczyło, aby potwierdził to, co powiedziała mi na samym początku znajoma.

– Dużo się działo. Dużo też słyszałem o wcześniejszych wybrykach – rzucił w naszą stronę, a na jego twarzy widniał smutny uśmiech.

W drodze powrotnej dowiedziałem się, że większość dzieci trafiających do ośrodka pochodzi z patologicznych rodzin, a wyjątki można zliczyć na palcach jednej dłoni. Również moja tymczasowa „partnerka” przyznała się, że parę lat wcześniej była molestowana przez nauczyciela od nauki gry na fortepianie. Mam podstawy aby jej wierzyć, lecz zostawię to na inny tekst.

Tak bogaty dzień w nowe doświadczenia mogliśmy skończyć tylko w jednym miejscu – na schodach. Usiadłem wraz z Niemieckim na trzecim stopniu. Każdy z nas trzymał po piwie. Minął kwadrans, a pierwsze odezwało się psisko:

– Kurwa.

– Ehem.

– Wasz świat jest pojebany – stwierdził.

Po dłuższej chwili konsternacji odpowiedziałem:

– Ani twój, ani nasz świat nie jest pojebany. Wprost przeciwnie – to piękne miejsce. Jedynie ludzie potrafią być prawdziwymi kurwami.

– No ale jak, kurwa?! – wykrzyczał na cały korytarz. – Jakim trzeba być skurwysynem, aby tak wykorzystywać niepełnosprawne dzieciaki?! No ja tego, kurwa, nie ogarniam!

Wziąłem łyka piwa.

– Niemiecki, to ma swoją nazwę.

– Jaką? – zapytał z zaciekawieniem i złością.

– Wykształcona patologia. Ludzie którzy mają dyplomy, szacunek innych. Sąsiedzi ich lubią, darzą sympatią tym samym nie wiedząc, jak bardzo ich „idole” są zgnici w środku.

– Popierdolona sprawa… Ale nigdy bym nie przypuszczał, że poznamy takie miejsce. Myślałem zawsze, że skończy się na obserwowaniu jakichś pijaków, bójek na ulicy i tym podobnych…

– No widzisz. Mnie ciekawi tylko, jaka część tych zjebów już na samym początku swojej drogi do sukcesu, celowała w to, że trafią do takiej placówki i ze spokojem będą mogli spełniać swoje rządze.

– Nie wiem stary… Aż mnie zęby zaswędziały – oznajmił mój kumpel, po czym zapragnął ugasić swój gniew swoim ulubionym trunkiem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s