Inbred

7474619004_fd7c52ec5a_o.jpg

Zawsze jak wracamy do siebie na wieś, skazani jesteśmy na mojego dziadka. Dlaczego skazani? Ano dlatego, że nie mamy jak dostać się do syfu, a nie widzi nam się iść z buta siedem kilometrów z torbą pełną gratów. Tak więc o podwózkę muszę poprosić kogoś z rodziny. Kogoś, kto ma auto…

Wieczór. Jesteśmy tak w połowie drogi. Samochód jedzie z prędkością sześćdziesięciu kilometrów na godzinę. Nie słyszymy muzyki mimo, że radio jest włączone. Zagłusza je głos mojego dziadka prawiącego życiowe porady. Na ogół ich nie słucham, lecz tym razem siedemdziesięciolatek przeszedł samego siebie.

– No bo widzisz Sebastian, tak byłoby najlepiej – mówi pełny dumy. – One mają mieszkanie w mieście. Wystarczy, że tylko się zakręcisz. To już nie jest twoja rodzina.

Z tylnych siedzeń dało się słyszeć parsknięcie śmiechu. Najwidoczniej Niemiecki nie mógł już się powstrzymać.

– To tylko kuzynki z nazwy – kontynuował staruszek. – Siódma woda po kisielu. Możesz już zakładać z nimi rodzinę!

Kolejne parsknięcie

– Co jemu jest? – pyta dziadek zerkając w lusterko.

– Od dłuższego czasu tak charczy. Pewnie coś z płucami. Będzie kasa to pójdę z nim do weterynarza – odpowiadam.

– Aha. No zdałoby się, bo to młode psisko jeszcze – stwierdza. – A co do rozmowy, to przemyśl to, co ci powiedziałem – tym zdaniem kończy i przez resztę trasy nie odzywa się ani słowem.

To, o czym mówił dziadek nazywamy inbreedingiem, czyli chowem wsobnym. Polega on na rozmnażaniu się osobników ze sobą spokrewnionych. Ot, taka łatwa definicja. Proces ten najczęściej dotyczy zwierząt, lecz życie uświadomiło nam, że jego przykłady można znaleźć też i wśród otaczającej nas społeczności.

Odwiedzając pobliskie wsie dość często zauważamy defekty niektórych ludzi. Czasami jest to po prostu nieproporcjonalna głowa względem ciała, a innym razem jakieś większe zniekształcenie – fizyczne bądź mentalne. Pierwszy lepszy rzekł by, że to zapewne jakaś choroba albo po prostu ktoś się takim urodził i tyle. Zgodzę się z tym, lecz jeśli prześledziłby rodzinę takiej osoby, to zazwyczaj okazuje się, że jego ojciec i matka, bądź też dziadkowie byli ze sobą spokrewnieni. Czasami było to dalsze kuzynostwo, a czasami bliższe. Daruję sobie przytaczanie jakichś „mocniejszych” konfiguracji. Tak czy siak, te same geny robią swoje, a szansa na zdrowego potomka maleje. No i oczywiście sprostuję, że nie każdy chory to inbred. Żeby nie było.

– A potem widać, jak dzieci tych ludzi chodzą przyjebane niczym Tutenchamon z trzema nogami, albo, kurwa, klaszczą plecami – w chamski sposób wtrącił się Niemiecki.

– Nie będą się przecież z byle kim dzielić swoją „błękitną krwią” – stwierdziłem.

– „Błękitna krew”? Chyba „Patologiczna krew”.

– Taa… Przekazywana najczęściej pod wpływem procentów albo jakiegoś dziadostwa. Chwilowa przyjemność, za którą to zapłacą w zasadzie ich dzieci. Niepełnosprawnością albo tym, że będą nosić to świństwo w swoich ciałach. No i zacznie się gra w sapera, czy aby moja przyszła pociecha nie będzie inna od reszty.

– Dokładnie… „Wina ojców, za którą zostaną ukarani ich synowie” parafrazując pewną książkę, kurwa mać – tym zdaniem psisko zakończyło całą dyskusję i wróciło do swojego zajęcia.

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s