Rzut monetą

2970053487_9e4e5a6a64_o.jpg

Czasami nachodzi nas chęć zabawy w większym gronie. W takich momentach człowiek rzuca swoje codzienne ciuchy, aby ubrać się w coś bardziej eleganckiego, mając nadzieję, że chociaż na moment przykuje wzrok jakiejś fajnej samicy, no i zmierza do klubu. Najlepiej do takiego, w którym karki pozwolą ci wejść z psem.

Niemiecki siedział przy barze, ja natomiast odwalałem na parkiecie tańce-skubańce. To tutaj pomachałem przeszczepami, to tam zalotnie pokręciłem bioderkami. Lubię tańczyć, lecz nie umiem, ale po paru piwach – wychylonych w jakiejś obskurnej knajpie – moje ciało jest tak giętkie, że laski same do mnie podchodzą. Taki ze mnie Patrick Swayze, tylko w wersji ubogiej.

Dziewczęta spoglądają. Widać uśmiechy na twarzy. Jakaś odważy się stanąć bliżej mnie, co mnie strasznie denerwuje. Dlaczego denerwuje? Ponieważ jestem osobą dosyć energiczną i po prostu boję się, że takowej wyjebię w kły…

Jedna z samic ciągle spoglądała, a nasz wzrok często na siebie wpadał. Postanowiłem ochłonąć. Wróciłem do baru i usiadłem obok Niemieckiego. Myślę i myślę, czy aby nie podejść. Jeśli chodzi o jakikolwiek podryw to jestem dość nieśmiały. Nie mam problemu z zagadaniem, ale gdy w grę wchodzi coś „większego” to wtedy blokada. No ale mniejsza. Postanowiłem rozwiązać tę zagwozdkę za pomocą rzutu monetą. Jeśli wypadnie reszka to podchodzę, a jeśli orzeł – olewam i tańczę dalej.

Sięgnąłem do kieszeni. Nie sprawdzałem, jaki nominał trafił między me palce. Od razu rzuciłem. Kawałek metalu obracał się w powietrzu i obracał, lądując w mojej prawej dłoni. Patrzę, a tam zamiast orzełka jest cyferka. Mówię sobie w duchu: „kurwa, znowu stres”, ale tak spoglądam i spoglądam, a tam pięć złotych. Odwracam się w stronę ciecia lejącego piwo i patrzę na cennik. Piwo za piątaka. Tak, to były odległe czasy…

Do samicy jedynie się uśmiechnąłem i chwiejnym – ale także i tanecznym! – krokiem wróciłem do swojego kumpla.

– Dobry wybór – powiedziało lekko wstawione psisko.

– Wiem. Za co pijemy? – zapytałem.

– Za Kubę, aby była wolna od Fidela – odpowiedział. – Chociaż możemy też i za Bukowskiego – po namyśle dodał.

– Bukowski wpierdala glebę. Co miał wypić i napisać, to wypił i napisał. Za wolną Kubę! – krzyknąłem.

Zadowoleni wychyliliśmy kufle, tym samym dostrajając się do panującego elektro-klimatu.

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s