Prezent

11465897963_f0d892b3aa_k.jpg

Początek października. Zostaliśmy przeniesieni na miesiąc do innego sklepu. Firma w której pracujemy ma ogólnie gdzieś około dwudziestu pięciu monopoli, rozsianych po całym Wrocławiu i jego okolicach.

Czytaj dalej »

Reklamy

Ruchanko

337471539_71551565af_b.jpg

Monopolowy. Godzina piętnasta z hakiem. Stoję za kasą i rozmawiam z Niemieckim o wszystkim i zarazem niczym. O filozofii, antropologii, filmach, muzyce i tak dalej, i tym podobnym. Nagle do sklepu wchodzi mężczyzna grubo po czterdziestce, z wielkim bebzonem.

Czytaj dalej »

Rewolucja Wrześniowa

33235012570_9d0f5368f8_z.jpg

Kiedyś miała miejsce pewna rozmowa. Rozmowa, która wiele zmieniła. Było to dawno temu w Karpaczu. Miałem wtedy zaledwie jedenaście albo dwanaście lat. Szedłem ścieżką na górę. Obok mnie oczywiście Niemiecki, bo jakżeby inaczej. Natomiast przed nami, tak około stu metrów, kroczył mój ojciec.

Czytaj dalej »

Męskie igraszki

7957127800_e2eb850ce1_z.jpg

Słońce dawało o sobie znać w dość brutalny sposób: trzydziestoma stopniami i Tamizą spływającą po ludzkim ciele. Człowiek co chwilkę zerkał na zegarek z nadzieją, że zaraz, ni stąd ni zowąd, wybije godzina pakowania gratów i powrotu do upragnionego domu. No niestety, tak nie było i trzeba było nadal malować budynek. Niemieckiemu to nie przeszkadzało, wszak znalazł sobie miejsce z cieniem, z którego mnie jedynie obserwował.

Czytaj dalej »

Hierarchizacja bólu

3614005398_55099f4a8d_o.jpg

Budowa. Przez nią przetoczyło się mnóstwo ludzi. Pracowaliśmy z osobami starej daty, zapatrzonymi w czasy komunistyczne, bo wtedy według nich było wszystko, jak i z młodszymi. Jedni byli typowymi szarymi obywatelami, poruszającymi prozaiczne tematy: seks, pieniądze, zabawa. Trafiali się natomiast tacy, którzy wzbudzali we mnie i w psisku podziw. Do takiej osoby zaliczał się i zalicza nadal Jogi – czterdziestoletni alkoholik.

Czytaj dalej »

Pradziadek

15501491961_9b0231ca68_z.jpg

Sobotni wieczór. W powietrzu unosił się zapach grillowanej kiełbasy, a z oddali dochodził do moich uszu śpiew ptaków. Niemiecki, leżąc na ziemi, zajadał się gorącymi smakołykami rzuconymi przez mojego ojca . Ja natomiast zastanawiałem się nad ostatnimi słowami, jakie padły z ust żywiciela mojego psa: „Twój pradziadek to kawał skurwysyna był…”.

Czytaj dalej »

Tworzenie

24574037480_50eaec64b4_z.jpg

Czasami przyjdzie taki moment, że oprócz spisywania życiorysów ludzi z marginesu społecznego, moja głowa tworzy swoje własne historie. Wyobraźnia rzuca moim truchłem jak szalona, a ręce same klikają w klawisze klawiatury budując tym samym dziwne rzeczywistości i sytuacje.

W taki chwilach zachowuję się niczym Anneliese Michel, dając możliwość ponownego opętania mego ciała przez osobistego Demona.

Niemiecki w takich chwilach tylko obserwuje i nawet się nie wtrąca…

http://www.opowi.pl/profil/psychol/